W przyszłym tygodniu zaczynają się kolokwia i inne takie zabawne rzeczy, od 23 natomiast sesja. To dobry czas, żeby, zamiast uczyć się z matematyki, angielskiego czy podstaw ekonomii, napisać ostatni post w tym sezonie (dwa miesiące po ostatniej większej notce, hmm…). W sumie to jest jeszcze parę niedokończonych wpisów, ale wybitnie słabej jakości, więc poprzestańmy na poniższej recenzji drugiej linii dań instant Knorra – makaronów z sosem (i jeszcze bardziej poniższym zestawieniem fraaaaz!).
Tak jak w przypadku puree, Knorr serwuje nam pięć smaków. Ogólna jakość żarcia jest lepsza, niż to było w przypadku puree i tylko jeden smak jest nieco wstrętny, ale wciąż lepszy od niektórych rodzajów knorrowych kartofli.
Makaron z sosem gulaszowym
Fotos z półki: tu (choć pewnie zdrożało przez te miesiące, nie wiem).
Knorr ma słabość do smaków “gulaszowych”. Ale nie narzekam. W skład tego kubka wchodzą świderki i brązowy sos z kawałkami jakichś tam warzyw. Najs. Tylko że oprócz tego są jeszcze jakieś kawałki – podobno – mięsa, podobnie jak to było w przypadku meksykańskiego puree. Problem jest taki, że w tym wydaniu wydają się być dość suche w porównaniu do reszty zawartości kubka. Ale jak już pisałem – nie narzekam.
Makaron z sosem myśliwskim
Na półce.
Za pierwszym razem nawet Mi smakowało, nie powiem. Potem juz było tylko gorzej. Nie jestem fanem prawdziwych grzybów, prosto z lasu, a ich zapach czasem przyprawia Mnie o mdłości – to co dopiero mówić o najebanym chemią daniu Knorra? Ostatnio nieszczęśliwym trafem bylem skazany na ten kubek. Odpuściłem po zjedzeniu ćwierci. Nie polecam, chyba że komuś grzybowy swąd na przykład poprawia libido. Wtedy chyba warto zaryzykować. Choć Ja szukałbym substytutu raczej…
Makaron z sosem bolońskim
Zdjęcie “półkowe” tu.
Pierwszy makaron z tej serii, jaki miałem okazję zjeść, mniej więcej w tym czasie, gdy odkryłem puree z boczkiem z cebulką. Jeden z lepszych… choć w sumie to każdy poza myśliwskim jest “tym lepszym”. W przypadku tego kubka do czynienia mamy z makaronem wyglądającym na pocięte spaghetti, w przeciwieństwie do świderkowatego makaronu z pozostałych produktów. Sos w sumie całkiem niezły, sporo zieleniny. I zdaje się, że ten kubek można dostać akurat w większości sklepów, więc możemy go uznać za podstawę w serii makaronów instant.
Makaron z sosem serowo-śmietanowym
Półka.
No, tu od razu muszę przyznać, że praktycznie od pierwszego razu ten makaron został Moim ulubionym. Druga sprawa jest taka, że oprócz niby-sera i niby-śmietany (na co wskazuje nazwa produktu… choć nie, brakuje tam “niby-”), sos zawiera bonus w postaci kawałków boczku (i zieleniny)! Bywa jednak, że zdarzają się fragmenty dość twarde i trochę chuj. Bywa też, że nawet po zalaniu większą ilością wody niż przewidziana i dokładnym wymieszaniu, tak że aż strasznie rzadko to wygląda, po wprowadzeniu pewnej porcji do jamy wpierdalaniowej i rozpoczęciu gryzienia okaże się, że część makaronu nie opiła się wody zbytnio i twarda jest i mocno chuj. Mimo to – wciąż strasznie lubię.
Makaron z sosem śmietanowo-ziołowym
Fotos z półką.
Its de speszyl łaaan. Początkowo miałem trudności ze zdobyciem, przez parę tygodni zdawało się, że to właśnie ten kubek jest Świętym Graalem… Ale w końcu się udało. Pierwsze wrażenie… E, no co tu dużo mówić, nie spodziewałem się brązowawej brei, której 96% powierzchni zajmują kawałki zieleniny. Zapach też dość specyficzny. Nic to jednak – bo smak jest zajebisty. Co prawda, najbardziej słony ze wszystkich, ale to nie przeszkadza. A co przeszkadza? Problem z makaronem, taki jak wyżej. Ale co tam! To wciąż jest zajebiste. Chyba nawet bardziej od serowo-śmietanowego. Cholernie polecam, Kamil Mirosław.
Co z tym fantem jeszcze począć?
Miałem latem jakieś chujowe chlebki/placki/whatever pitta z biedrony i dumałem nad tym, jak to cudo wykorzystać. Pomysłów było parę, ale knorrowych makaronów dotyczył tylko jeden.
Dość chujowe. Pozostałe pomysły, które może kiedyś pokażę – też chujowe. Same chlebki/placki/whatever – absolutnie chujowe. Nieważne, czy robisz je w piekarniku tylko chwilę czy całe wieki – i tak wyjdą chujowe. Spróbujesz zrobić w tosterze – i tak chujowe.
Niechujowym pomysłem jest zagryzanie któregoś z makaronów dobrze wypieczonym tostem.
ACHTUNG!
Z tymi makaronami jest jeden problem – w przeciwieństwie do puree, które może sobie chwilkę odstać i nawet będzie lepsze, makarony gorzej znoszą upływający od zalania czas. Jeśli nie masz zamiaru opierdolić zawartości kubka w ciągu najbliższych około dziesięciu minut, nie zalewaj. W przypadku, gdy przypomnisz sobie o tym, że zrobiłeś sobie makaron instant jakieś dwadzieścia minut temu, po ponownym otwarciu wieczka możesz się spodziewać widoku gigantycznie rozrośniętych kawałków makaronu, lekko sklejonych pozostałą resztą sosu. W przypadku makaron uz sosem bolońskim to aż takie straszne nie jest, ale w każdym innym przypadku – już niestety tak (BTW, nawet w takim przypadku w kubkach, co mają “śmietanę” w nazwie, możesz znaleźć twarde, nienapęczniałe kawałki makaronu). Jeśli poczekasz jakieś dziesięć minut dłużej, możesz już szykować kielnię, bo zawartość kubka nadaje się na hipsterską zaprawę murarską.
Każdych dziesięć kolejnych sekund zwłoki sprawia, że gdzieś na świecie sesji nie zda stu studentów (w kolejności: studenci kierunków humanistycznych, studenci uczelni artystycznych, studenci polibudy, studenci uczelni medycznych*; między tym studenci jakichś poślednich kierunków). Godzinne opóźnienie wywołuje losowe trafienia strzałą w kolano u skyrimowców. Pozostawienie zalanego kubka na tydzień zabija stu Chińczyków, natomiast gdy makaron zostawisz samemu sobie na tydzień… Prawdopodobnie lepiej byłoby, gdybyś spróbował, przykładowo, podzielić przez zero.
A teraz już FRAZY. Megascreen poniżej (KLIKNIJ, ŻEBY POWIĘKSZYĆ. Na podstawie statystyk blogów z wierszami, gdzie część treści znajduje się na skanach, które w samej notce występują tylko jako miniaturki, mam prawo wnosić, że większość z czytających to idioci, którzy sądzą, że obrazek mający jakieś dwieście czy trzysta pikseli szerokości jest w rozmiarze rzeczywistym) został wykonany wczoraj, a że od tego czasu doszło jeszcze parę nowych, to dorzucam jeszcze dwa wycinki (TEŻ DO KLIKNIĘCIA).


Frazy w tym sezonie stały się prawdziwie głównym źródłem wejść na bloga. Mogłem nie pisać przez tygodnie, a statystyki rosły. Nie w tempie zatrważającym, ale wystarczającym. Najs.
I na tym kończę sezon drugi, w którym nie powstało chyba z 2/3 przewidzianych notek. I co? I chuj. Będzie o czym pisać w trzecim sezonie, który, jeśli powstanie, powinien się pojawić gdzieś z początku lipca. Chyba że po maturze oleję studia, to nawet i prędzej.
* Studenci medycyny i tak mają już przejebane, więc Wszechświat przynajmniej na tyle ich oszczędza, że zostawia ich na sam koniec.
Jeśli więc nie zdasz egzaminu – zarzuć bluzgami nie tylko profesora, ale też każdego sklerotyka, który potencjalnie mógł cię tak udupić.
Za X lat zamierzam kupować całe zapasy dań instant, żeby zabawić się waszym losem.
PS Oczywiście wciąż można liczyć na Moje teksty na NF i na Sorcie, a także na tony fot, obrazków, GIF-ów, dubstepów, kucyków, Mansonów, obrazów etc. na Tumblrze.
PPS Od czwartku (dwunastego stycznia) od godziny 15 przez tydzień można głosować na blogi w konkursie Blog Roku. Oczywiście w kategorii literackiej interesuje was tylko Sort Abla i kod: G00234 – który wysyłacie na 7122 (1,23 zł; dochód idzie na turnusy rehabilitacyjny dla niepełnosprawnych)!




Cenowo wypada podobnie jak pozostałe produkty (
Zdjęcie “półkowe” 